– Panie Prezydencie, kibice nazwali Pana grabarzem Stomilu. Czy poczuwa się Pan do takiej roli?

– Każdy, kto tak twierdzi, daje dowód, że nie rozumie nic z tego, co dzieje się w Stomilu i wokół niego. Stomil pogrzebał się już kilka lat temu i od siedmiu lat cały mój wysiłek związany z klubem wkładam w jego ratowanie. Ciągłe i beznadziejne. Zawsze słyszę, że teraz już będzie lepiej , a jakiś czas później – że jednak gmina musi dołożyć kolejne pieniądze, bo coś nie zagrało. I tak w kółko… To jest chore i o tym trzeba zacząć mówić, bo przenoszenie na samorząd olsztyński i prezydenta miasta całego wysiłku utrzymania zawodowej drużyny piłkarskiej jest stawianiem sprawy na głowie. Wielokrotnie to mówiłem i nie zmieniam na ten temat zdania. Kiedy słyszę hasła, które pan cytuje, to czuję się trochę jak lekarz ratownik, który po wielu godzinach reanimacji, wobec braku oznak życia pacjenta, kończy akcję ratowniczą i zostaje nazwany przez rodzinę ofiary bezdusznym zabójcą. Rozumiem, że można i trzeba kochać swój klub, ale nie bezrefleksyjnie…

– Czy to znaczy, że Stomil nie ma już szans na przetrwanie?

– Tego nigdy nie powiedziałem. Doceniam historię i osiągnięcia Stomilu oraz jego znaczenie dla tożsamości Olsztyna. Dopóki na okręcie, jakim jest samorząd olsztyński, są jeszcze jakieś koła ratunkowe, będą one rzucane. Dzisiaj na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy podjąłem decyzję o skierowaniu do klubu kolejnych środków finansowych, bo poza drużyną zawodową w Stomilu są też zespoły dziecięce i młodzieżowe, które nie powinny być mimowolnymi ofiarami złej sytuacji spółki. Aby mogły uczestniczyć w swoich klasach rozgrywkowych, Stomil musi nadal funkcjonować jako spółka. W efekcie poniedziałkowej decyzji trzysta tysięcy złotych, po wyrażeniu zgody przez radę miasta, trafi do spółki i – mam taką nadzieję – zostanie tam sensownie wydane, pozwalając klubowi na dokończenie tegorocznych rozgrywek I ligi.

– A co dalej ze Stomilem? Jakie są perspektywy przed klubem?

– To pytanie trzeba rzucić w dużą większą przestrzeń publiczną. Oczywiście, fani klubu ślą do mnie dużo maili z prośbami o wsparcie, ale też otrzymuję bardzo dużo głosów poparcia dla mojej stanowczości w kwestii wydawania pieniędzy na Stomil. Myślę, że mieszkańcy są już nieco zmęczeni niekończącą się opowieścią o jego problemach. Wszyscy chcemy, żeby klub działał na zdrowych, transparentnych i biznesowych zasadach, bo tak w świecie funkcjonuje piłka nożna. Po to powołaliśmy spółkę akcyjną, żeby akcje klubu były papierami wartościowymi nie tylko z powodów sentymentalnych. Mamy miejsce w spółce dla nowych inwestorów, którzy zainwestują w klub swoje pieniądze i wiedzę marketingową. Jeśli będzie to jeden duży inwestor, to super, jeśli będzie kilkunastu mniejszych, najlepiej lokalnych, to jeszcze lepiej, bo bezpieczniej. Stomil ma swoją szansę i wierzę, że ją wreszcie wykorzysta. Liczę, że obudzą się w końcu olsztyńscy przedsiębiorcy, tak jak obudzili się kibice biało-niebieskich. Może nie uzbierają miliona dla Stomilu, ale doceniam ich wysiłek. To była jedna z przesłanek mojej decyzji o wsparciu klubu.

– A co ze stadionem?

– Stadion powstanie, bo musi i nie jest to zależne od sytuacji Stomilu. To swoisty wymóg cywilizacyjny i musimy sobie poradzić z jego budową. Mamy już koncepcję, zaczynają się prace projektowe, szukamy partnerów do tego projektu, a mówiąc ściślej – źródeł jego finansowania. Zaprzeczam wszystkim dywagacjom o tym, że nie chcę wspomagać klubu, gdyż liczę rzekomo na to, iż w konsekwencji nie będę musiał budować stadionu. Te dwie rzeczy, mimo iż bliskie sobie, nie są od siebie zależne. Stadion będzie i mam nadzieję, że to Stomil rozegra na nim pierwszy mecz.

UDOSTĘPNIJ