Chmury i Mazury czyli o zdrowiu na opak

Gdyby zapytać statystycznego Polaka z czym kojarzą mu się Warmia i Mazury – odpowiedź najprawdopodobniej brzmiałaby, że z pięknymi jeziorami, zielenią, z żeglarstwem i wakacyjnym odpoczynkiem. I to byłaby prawda. W końcu to w Krainie Wielkich Jezior Mazurskich znajduje się w największe polskie jezioro – Śniardwy – oraz inne, równie znane, jak Mamry, Jagodne, Orzysz, Niegocin i Tałty. Piękne są te okolice zarówno pod względem przyrodniczym, jak i turystycznym. Można powiedzieć, że to prawdziwy raj na ziemi…

Jednak gdyby zapytać lekarzy (zwłaszcza onkologów) w Polsce o skojarzenia, jakie budzą w nich Warmia i Mazury, odpowiedzieliby ze smutkiem, że z niechlubnym rekordem zachorowań na nowotwory układu oddechowego, spowodowane dużym zanieczyszczeniem atmosfery oraz złymi nawykami. W pierwszym odruchu taka odpowiedź może rodzić niedowierzanie: jak to możliwe, że nad tym polskim rajem wisi powietrze z piekła rodem?

Niestety, jest to możliwe. Problem złej – albo nawet bardzo złej – jakości powietrza dotyczy coraz większych obszarów Polski, choć w świadomości społecznej zdaje się ograniczać do regionów południowych – takich, jak Śląsk czy Kraków. Niestety, tak nie jest. Problem nasila się w szczególny sposób podczas miesięcy jesienno-zimowych, kiedy samorządy wielu miejscowości muszą mierzyć się z ogrzewaniem mieszkań za pomocą pieców spalających substancje niedozwolone. W wyniku tego nad Polską unosi się prawdziwie piekielna mieszanka – zabójczy koktajl złożony z pyłów, metali ciężkich czy dioksyn. Zazwyczaj o niej nie myślimy, podobnie jak o konieczności wzięcia kolejnych oddechów, z którymi wciągamy – jak odkurzacze – wszelkie możliwe trucizny.

Problem ten jest szczególnie widoczny i dotkliwie bolesny właśnie na Warmii i Mazurach, gdzie odnotowuje się najwyższy współczynnik śmiertelności z powodu nowotworów płuc, oskrzeli czy tchawicy. Można powiedzieć, że w jakiejś mierze społeczeństwo tego regionu jest samo sobie winne, bo to właśnie w tej bajecznej krainie krystalicznych jezior mieszka najwięcej palaczy w kraju. Część z nich zadowala się najtańszymi papierosami, niekiedy niewiadomego pochodzenia (w czym pomaga handel, często nielegalny, sięgający za wschodnią granicę Polski). Nie bez znaczenia jest też mała świadomość społeczna, jak rozpoznawać objawy, późne zgłaszanie się do lekarzy oraz zbyt mała ilość lekarzy – specjalistów w dziedzinie pulmonologii.

Nic więc dziwnego, że zakłady pogrzebowe na Warmii i Mazurach nie mogą pozwolić sobie na odpoczynek. Co więcej – muszą działać coraz sprawniej, aby potrzeby mieszkańców także w tym smutnym względzie były zaspokojone. Przykładem takiego zakładu pogrzebowego, który zna dobrze warmińsko-mazurskie realia, jest ARKADIA świadcząca usługi pogrzebowe w Olsztynie. Profesjonalizm wynika z solidnej wiedzy i ponad dwudziestu lat doświadczenia ludzi, którzy niejedno widzieli. Pracownicy „Arkadii” także przyznają, że – otrzymując zlecenie na realizację usług pogrzebowych, w tym eksportacji Zmarłych – niejednokrotnie stykają się z ludźmi, których ciała są naznaczone w sposób widoczny śladami choroby nowotworowej. Można by powiedzieć: ku przestrodze. Czy jednak nawet takie przestrogi jeszcze wywołują jakiś efekt?

Potrzeba długich lat i solidnej edukacji społecznej, aby te piękne tereny wschodniej Polski kojarzyły się ze zdrowiem, a nie z ciężkimi, a często i śmiertelnymi, chorobami. Misją „Arkadii” jest nieść pomoc w każdych warunkach – nawet najtrudniejszych – z nadzieją, że społeczeństwo polskie się opamięta i, choćby powoli, ale konsekwentnie, zadba nie tylko o stan swojego zdrowia, ale przede wszystkim środowiska.