Od dwóch lat prowadzę bloga. Lubię jeść, stosunkowo często jadam w restauracjach i dzielę się moimi opiniami z Czytelnikami. Staram się jeść zdrowo i zwracać uwagę na to, co jemy: ja i moja rodzina. Kiedy idę do restauracji, wybieram miejsce, gdzie jakość dania jest co najmniej dobra. Czasem jednak nie wiem, co zastanę w danym lokalu, więc zdaję się na łaskę bądź niełaskę kucharza, co czasem daje fatalny efekt. Tak samo jak z jedzeniem na mieście, staram się uważać z jedzeniem w domu. Czytam etykiety, mięso kupuję w sklepie mięsnym, warzywa w warzywniaku, pieczywo w sprawdzonej piekarni. Sama sporo gotuję i lubię to robić. Nie uznaję się za mistrza kulinarnego, gdyż moje możliwości w kuchni nie dorównują dość dobrze wykształconemu smakowi. Nie uznaję jednak metod na skróty i mimo że moje zakupy trwają o wiele dłużej, wiem, że zrobiłam wszystko, żeby jeść czysto i w miarę zdrowo.

Gdzie tu logika?

Moja ocena powstaje na podstawie sporego doświadczenia i wiedzy na temat gastronomii. Jeśli sugerujesz się moim zdaniem, pamiętaj, że to Twój wybór. Tak samo jak to, co i gdzie jesz. Twoje grzechy są odpuszczone, jeśli nie wiesz, jakiej jakości jest jedzenie i próbujesz napełnić brzuch mniej lub bardziej jakościową papką. Gorzej z Tobą, jeśli masz świadomość, że jesz źle, ale w to brniesz. To jak toksyczny związek bez przyszłości. Pamiętaj jednak, że to, co zjadasz, ma wkład w Twoje zdrowie. Jakość dań, jakie serwuje się w niektórych lokalach, woła o pomstę do nieba. Troszczysz się o to, jakie paliwo wlewasz do baku, ale nie myślisz o tym, czym zapełniasz żołądek. Gdzie tu logika? Właściciele pseudorestauracji śmieją Ci się w twarz, a Ty kupujesz u nich jedzenie, mimo że masz wybór – pójść i kupić gdzieś indziej. Dlaczego to robisz? Z lenistwa. Bo nie chce Ci się już szukać. Dam Ci przykład. Masz ochotę na hamburgera. Myślisz, że zrobisz go sobie w domu. Hamburger prosta rzecz: bułka, kotlet, dodatki. Idziesz do supermarketu, znajdujesz trzy- lub czteropak gotowego kotleta do hamburgera. Nawet wspaniałomyślnie dla siebie i dla zaspokojenia sumienia zajrzysz w skład. I tak oto wyczytujesz: 80-90% mięsa wołowego (lub wieprzowo-wołowego), sól, woda, przyprawy, a na deser cała tablica Mendelejewa. „Nie jest tak źle jak za 12 złotych” – myślisz sobie i idziesz do kasy z resztą zakupów. Nie pomyślisz, że dwa regały dalej znajdziesz dział mięsny, gdzie za tę samą cenę zmielą Ci w miarę świeżą wołowinę (w składzie 100% wołowiny), z której zrobisz kotlety. Dlaczego nie pomyślisz? Bo Ci się ich nie chce robić. Bo wolisz zjeść byle jak, byle szybko. W niedzielę zabierzesz rodzinę na rodzinny obiad do McDonald’s. Zamówisz dwa zestawy powiększone i Happy Meal dla dzieciaków. Może dostaniesz przy kasie szklankę w gratisie. Fajnie by było, zostaniesz bohaterem w swoim domu. Za czteroosobową wyżerkę płacisz 70-80 zł. Trochę dużo jak na śmieciowe jedzenie. Dlaczego nie pójdziesz do sprawdzonej restauracji, gdzie dołożysz 10-20 zł, ale będziesz mieć świadomość, że Ty i Twoja rodzina zjedliście smacznie, a przede wszystkim zdrowo? Możesz wybrać bar mleczny, gdzie zapłacisz o wiele mniej. No tak, racja. Szklanki z logo Coca-Coli tam nie dostaniesz. Dobre restauracje omijasz z daleka, ale sieciówki i lokale wątpliwej renomy odwiedzasz kilka razy w miesiącu? Przecież wiesz, że dają tam jedzenie „z proszku”. Ty jednak idziesz i płacisz niejednokrotnie tyle samo lub więcej niż w restauracji, w której jakość jest bez wątpienia dobra. Nie szukasz smaku, nie eksperymentujesz, nie masz potrzeby, aby jeść zdrowo. Potrafisz przepić kilkadziesiąt złotych w pubie, komentując jakość i smak piwa w poszczególnych lokalach, ale żałujesz kilku złotych więcej na dobrej jakości jedzenie.

Winny konsument czy niewinny?

Do niedawna myślałam, że za stan olsztyńskiej gastronomii odpowiedzialni są właściciele restauracji. Właściciele, którzy serwują Ci najlepszą na rynku mielonkę szynkopodobną, najlepszy na rynku wyrób seropodobny i najsmaczniejszą na świecie mieszankę garmażeryjną wieprzowo-wołową w cenie 8-9 zł/kilogram. Właściciele, którzy, serwując złej jakości jedzenie, zacierają ręce, bo Ty to zjesz i obliżesz się ze smakiem.

Wina jest po Twojej stronie, drogi Czytelniku. To Ty wybierasz co, gdzie i za ile jesz. Bo to Ty wydajesz pieniądze i dajesz zarobić. Po Twojej stronie leży odpowiedzialność za każdą wydaną złotówkę. Zainteresuj się składem i jakością jedzenia, które kupujesz. Zapytaj kelnera, z czego dokładnie jest ten kotlet, zanim go zamówisz. Pomyśl, czy te frytki są głęboko zmrożone czy z krojonych ziemniaków?

Cudne Manowca, Malta Cafe czy Tapasta… W Olsztynie jest tyle wspaniałych miejsc, w których chefowie karmią cudownym jedzeniem. Poświęć chwilę i zastanów się nad tym, co wkładasz do ust i jaki to będzie miało wpływ na Ciebie i Twoje zdrowie. Nie daj zarobić tym szubrawcom, którzy żerują na Twoim lenistwie i głupocie. To Twoje życie i Twój wybór. Wybierz mądrze.

UDOSTĘPNIJ

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Buc

Nie minie era maców. A pochodzenie mięsa jest tam 100 razy pewniejsze niż w nie jednym małym sklepie spożywczym. Tak wyśrubowane normy jakie tam są nie pozwalają na słabej jakości mięso z nie wiadomo skąd. 80% handlu w olsztynie to siecówka „franczyza” i całkowity brak jakości. Taka chociażby Biedronka, która swego czasu sprzedawała dobre produkty mięsne teraz jest całkowicie niejadalna. Tania owszem. Żeby była jasność nie jadam w fast-foodach ale piszesz kompletne bzdury

Flo

Zgadzam się w pełnej rozciągłością z autorką. Niech już minie era maków i kebabów z mięsem niewiadomego pochodzenia!

wpDiscuz